Ludzka głupota nie zna granic. Mogę śmiało wygłaszać takie opinię, ponieważ trochę już po tym świecie chodzę i wysnuwam niebezpieczne wnioski z zwyczajnego działania naszego społeczeństwa. Mam najlepszy obiekty do obserwacji jakie tylko mogłem sobie wymarzyć. Są to na pewno moi sąsiedzi. Ostatnio przeprowadziliśmy się na wieś. Nie jest to wprawdzie wieś w zupełnym słowa tego znaczeniu, ponieważ w mojej wiosce są wyłącznie trzy domostwa. Ci pracujemy w dużych ośrodkach miejskich, a lokal jest dla nas azylem i ucieczką od zgiełku miejskiego. Coraz poważniej natomiast myślę, że moi sąsiedzi to prawdziwa wieś. W maju zacząłem kompletować narzędzia ogrodnicze do mojego domostwa. Z pewnością sąsiad zrobił to samo. Nie mógł biedak przeżyć, że ja będę miał nową kosiarkę a on nie. Niewiele mnie to natomiast obchodziło. Kupił, niech posiada. Nie wiedziała jednak, że ja się odrobinę znam na ogrodnictwie, ponieważ jestem architektem krajobrazu. Skąd miał niby wiedzieć, skoro od przeprowadzki stać go było tylko na „dzień znakomity”. Zapraszaliśmy ich dosłownie parę razy z żoną do nas na jakąś kawę i ciastko, ale nie było odzewu więc po trzecim razie daliśmy sobie spokój. Wracając do tego ogrodu. Sąsiad nie wiedział, że do trawy takiej jaką ma przed domem kosiarka, którą ja kupiłem, się nie nadaje. Wyrzucił pieniądze w błoto zamiast przeznaczyć chwilę i poradzić się mnie w tej sprawie.